In

Jedzenie szkodliwe dla kota. Czym nie karmic naszego pupila?

Ostatnio coraz częściej dostaję maile z podziękowaniami za dobrze opracowany post o roślinach trujących i co za tym idzie pytania czy jeszcze wezmę się do pracy i napiszę coś bardziej "naukowego".
Rzeczywiście tę część bloga zaniedbuję, a ponieważ maj w schronisku dla mnie zapowiada kilka dni wolnego postanowiłam to nadrobić i przygotować kilka takich postów.
Zaczynamy więc od tego czym nie karmić naszych kotów. Post o tym jak karmić i jak dobierać i czytać etykiety karmy przygotuję za jakiś czas gdy zdobędę jeszcze trochę wiedzy ale zapewniam, że bardzo nad tym pracuję;)
Do rzeczy.
Często pokutuje opinia, że możemy karmić nasze zwierzaki tym co sami jemy. Zapominamy o tym, że nasz kot nie jest zwierzakiem wszystkożernym tylko mięsożernym. W naturze roślin je tyle ile ma akurat w żołądku upolowana mysz czy ptak. Ale zapomnijmy o doborze składników diety. Skupmy się dzisiaj na produktach, które są w naszym domu i których nasz zwierzak nie może dostać do jedzenia.

1. Mleko.
Niestety wciąż najbardziej popularnym błędem w żywieniu kotów jest podawanie im krowiego mleka. Mleko kociej matki jest maluchowi niezbędne do życia w wieku do 8 tygodni. Po tym czasie podawanie jakiegokolwiek mleka jest po prostu błędem. Koty nie trawią zawartej w mleku laktozy. Jej spożywanie jest przyczyną biegunek czy bolących skurczy żołądka i nudności. Dodatkowo mleko jest kaloryczne i może być jednym z powodów nadwagi u naszego podopiecznego. Nasz kot do picia potrzebuje tylko wody. Odpowiedzmy sobie na proste pytanie: gdzie w naturze nasz mały drapieżnik upolował by krowie mleko, ser, czy śmietankę? To, że smakuje nie znaczy, że zdrowe;)
Jeśli już z jakiegoś powodu musimy podawać naszemu kotu mleko, np adoptowaliśmy kota z tak złym nawykiem żywieniowym dajmy mu specjalne mleko dla kotów i też ograniczajmy ten przysmak; ono także zawiera za dużo kalorii w prawidłowej diecie kota.


2. Cebula i czosnek 
O cebuli i czosnku pisałam przy okazji trujących roślin jednak ponieważ są one obecne w naszej kuchni wspomnę raz jeszcze. Obie te rośliny zawierają związki (sulfotlenki i disiarczek), które powodują rozpad czerwonych krwinek, doprowadzają do anemii, w skrajnych, dużych, spożytych ilościach do śmierci.
Szkodliwe są w każdej postaci: surowe, gotowane jak również w proszku w dodatkach np sosy błyskawiczne.
Koty są bardziej podatne na ich szkodliwość niż psy więc jeśli chcemy podać kotu kawałek pieczeni z sosem po obiedzie to zastanówmy się kilkaset razy czy warto (wieprzowina i cebula w jednym daniu)


3.Rodzynki
Mechanizm zatrucia nadal jest nie do końca poznany. Wiadomo, że nadmierne spożycie rodzynek powoduje zapalenie żołądka i jelit a także prowadzi do uszkodzeń nerek- już w trzy doby po spożyciu rodzynek pojawia się bezmocz. Na rodzynki bardziej wrażliwe są psy. Nasze koty jednak też nie powinny ich jeść.


4.Tuńczyk w puszce i inne ryby.
Tuńczyk w puszce często jest tym czym ratujemy kota, który z jakiegoś powodu przestał jeść. Jest aromatyczny, pięknie dla kota pachnie i wiele z nich dałoby się pokroić za ten przysmak. Pamiętajmy jednak, że ryba (jakakolwiek) powinna stanowić element a nie podstawę diety. Tuńczyk może zawierać rtęć. Poza tym większość ryb zawiera tiaminazę (enzym niszczący witaminę B1). Niedobór witaminy B1 (tiaminy) powoduje uszkodzenia mózgu i układu nerwowego. Jeśli zdecydujemy się karmić kota rybą powinniśmy ją ugotować- wysoka temperatura niszczy tiaminazę. Ponadto w rybach jest nadmiar związków mineralnych, które z kolei wytrącają się w moczu i mogą powodować kamienie moczowe. 
O rybach sporo tutaj
W żadnym wypadku wędzona rybka czy wspomniany tuńczyk ponieważ dodatkowo podajemy kotu kolejny punkt naszej listy czyli:


5. Przyprawy i sól. 
Sól uszkadza nerki, jest szkodliwa bez dwóch zdań. Niestety wiele z karm jest dosalanych bo wtedy jest po prostu smaczniejsza dla naszego kota (my też solimy w nadmiarze choć nie powinniśmy). Z moją mamą może to śmieszyć wiele osób ale często liżemy karmę, słonej mówimy stanowcze nie;) Dodatkowo moja mama ma często pokaleczone ręce, choruje i dotykając niektórych karm odczuwa ból z powodu nadmiaru soli- naprawdę jest to duży problem. Inne przyprawy to np: chilli, gałka muszkatołowa, gorczyca, cynamon wszelkiego rodzaju mieszanki typu warzywko (suszona cebula, czosnek, niewskazane zioła, sól).
6. Kakao i czekolada.
Co prawda częściej fanami czekolady są psy niż koty. Koty jako typowe drapieżniki nie odczuwają smaku słodkiego, czekolada smakuje im jak cokolwiek. Jest to spowodowane nieprawidłowym działaniem genów odpowiedzialnych za odczuwanie smaku słodkiego (receptorów Tas 1r2/ Tas 1r3). Jeśli więc nasz pupil lubi czekoladę to bardziej ze względu na mleko (znów składnik niepożądany) niż cukier czy kakao. W kakao a co za tym idzie także w czekoladzie obecny jest alkaloid purynowy - teobromina. Związek ten jest toksyczny dla zwierząt, powoduje zaburzenia układu krążenia i nerwowego. Dla przykładu: zjedzenie dwóch tabliczek czekolady może okazać się śmiertelna dla psa o masie 25kg.

7. Kofeina (kawa, herbata, czekolada).
Kofeina zaburza pracę serca i wpływa negatywnie na układ nerwowy. Jeśli więc nasz kot lubi maczać łapkę w kawie z mlekiem pomyślmy ile szkodliwych składników mu dostarczamy; choć przyznaję taki widok jest bardzo sympatyczny;)

8. Orzechy macadamia.
Nie wiadomo dokładnie jakie toksyny szkodliwe dla zwierząt zawarte są w tych orzechach ale już ich niewielka ilość powoduje osłabienie organizmu, wymioty, problemy z poruszaniem się powodowane porażeniem układu pokarmowego i nerwowego.


9.Grzyby.
Mówiąc wprost wciąż mamy problem z ustaleniem czy są nam niezbędne w diecie czy nie i które nam szkodzą a które nie więc tym bardziej nie wiemy jakie toksyny zawarte, w których grzybach mogą błyskawicznie zabić nam kota. Po co testować?;)
Poza tym ważne dla opiekunów kotów wychodzących: jaką mamy pewność, że przyzwyczajony do smaku pieczarki mruczek nie spróbuje trującego grzyba na trawniku?
10. Ziemniaki.
Surowe ziemniaki są trujące zarówno dla ludzi jak i zwierząt. Co do gotowanych zdania są podzielone. Są tacy, którzy twierdzą, że żadnych ziemniaków a inni na forach podają, że owszem jest to dobre źródło węglowodanów. Pamiętajmy, że koty nie potrzebują dużo węglowodanów więc dieta ziemniaczana na pewno wskazana nie jest. Karmy bez zbożowe często zamiast szkodliwych zbóż zawierają właśnie ziemniak. Idealne rozwiązanie to jednak nie jest. Przyznam, że sama osobiście uważam, że im mniej warzyw tym lepiej bo niby jak kot w naturze ma zjeść gotowanego kartofelka?;)
11.Pomidory.
Dokładnie to zielone pomidory, liście i łodygi. Czerwone pomidory nie zawierają już toksycznej dla kotów atropiny i tomatyny. Dodatkowo substancje te są słabo wchłaniane przez przewód pokarmowy i zazwyczaj powodują po prostu mdłości. Kot musiałby zjeść naprawdę większe ilości tej rośliny by pojawiły się objawy zaburzenia pracy serca.

12.Słodycze.
Koty nie powinny jeść słodyczy. Koty nie potrzebują tylu węglowodanów i mówiąc wprost od ich nadmiaru w diecie po prostu tyją, ryzykujemy uszkodzeniem wątroby i trzustki (cukrzyca).Po spożyciu cukru problemy z poziomem cukru i insuliną zaczynają się później niż u nas. Poza tym tak jak u nas tak i u kotów cukier powoduje problemy z zębami (próchnica). Nadmiar cukrów w diecie źle wpływa także na stan dziąseł naszych kotów. 

13. Alkohol.
Spożycie alkoholu może spowodować u kota zatrucie, śpiączkę w efekcie końcowym także śmierć. Pamiętajmy, że alkohol jest zawarty także w niektórych słodyczach, kremach do ciast, ciastach, środkach chemicznych, lekach, czy nawet w płynie do płukania ust. W piwie poza alkoholem szkodliwy jest także chmiel, zawierający toksyczne dla naszych pupili związki.
14.Ciasto drożdżowe.
Może powodować nadmierną produkcję gazów w układzie pokarmowym powodując bolesne wzdęcia a nawet uszkodzenia jelit. Dodatkowo przy spożyciu surowego ciasta drożdżowego mamy nadal do czynienia z fermentacją alkoholową więc nasz kot może zatruć się alkoholem nie mając do niego bezpośredniego dostępu. Ciasto drożdżowe to także cukier;)
15. Owoce cytrusowe.
Zawarte w owocach (głównie w nasion i w skórce) oleje eteryczne są toksyczne dla zwierząt. Najbardziej wrażliwe są właśnie koty. Nadmierne spożycie powoduje zaburzenia układu pokarmowego (podrażniona błona jelit, wymioty). Oleje eteryczne zawarte są też w wielu środkach codziennego użytku (odświeżacze powietrza, odstraszacze owadów, olejki zapachowe do kominków itd.)
Koty są mało narażone na szkodliwe działanie cytrusów bo zazwyczaj nie lubią ich zapachu.
16. Ksylitol.
Alkohol cukrowy często stosowany zamiast cukru (np u nas w domu). Spożycie ksylitolu powoduje obniżenie poziomu cukru we krwi (hipoglikemię) a nawet poważne uszkodzenia wątroby i śmierć.
17. Rabarbar.
Zawiera trujący dla kotów alkaloid- Glycoalkaloid solaniny, który powoduje zaburzenia układu pokarmowego.
18. Ludzkie witaminy zawierające żelazo
Powodują uszkodzenia błony śluzowej układu pokarmowego i są toksyczne dla nerek i wątroby
19. Ludzkie leki.
Na temat leków z naszej apteczki powstało wiele artykułów. Pamiętajmy, że aspiryna i paracetamol są silnie toksyczne dla kota. Z leków dopuszczalnych dla kota możemy stosować no-spę, pyralginę, opokan, espumisan, rutinoscorbin, furagin. 
Ciekawy wpis o rutinoscorbinie polecam tutaj. Jak i całą stronę http://drogadosiebie.pl/.
Nigdy jednak nie podajemy leków na własną rękę. Tylko weterynarz potrafi prawidłowo ocenić stan zdrowia naszego kota i dobrać dla niego leki.
I obserwujmy naszego kota po podaniu leku; nasz ukochany Miś po nospie dostał ataku paniki i nie mogliśmy go wyjąć spod wanny (wył pod nią przeraźliwie).
20. Pestki owoców.
Wiele pestek owoców (jabłko, wiśnia, morelka, śliwa, nektarynka) zawierają amigdalinę, która rozkładając się w układzie pokarmowym wydziela cyjanowodór trujący również dla nas. Jeśli nasz zwierzak połknie i wydali pestkę nic się nie stało. Pogryzienie pestek jest już jednak bardzo niebezpieczne. Częściej robią to psy niż koty;)

21. Karma dla psa.
Karmienie kota karmą dla psa nie jest dla niego trujące ale pamiętajmy, że zapotrzebowanie na składniki pokarmowe są inne u psa i kota. Psy w swojej diecie potrzebują mniej białka więcej węglowodanów niż koty. Długoterminowa psia dieta będzie powodowała u kota między innymi niedobory ważnych dla niego składników, w konsekwencji pojawią się problemy zdrowotne. 

22. Diety weterynaryjne, karmy weterynaryjne.
Karmy weterynaryjne dla kotów chorych mają skład dostosowany do odpowiednich schorzeń kota: niewydolność trzustki, wątroby czy nerek. Nie ma potrzeby by dawać taką karmę zdrowemu kotu "na wszelki wypadek". Taką troską możemy co najwyżej pomóc naszemu zwierzakowi nabawić się problemów zdrowotnych. Jeśli mamy zdrowego kota po prostu dobierzmy odpowiednią karmę bytową dla kota starszego, sterylizowanego, wychodzącego czy jeśli nasz mruczek przytył dla kota otyłego. To wystarczy;) Lub pokuśmy się o samodzielne przygotowywanie posiłków i układanie diety- zwolenników karm gotowych jest tylu ilu zwolenników innych diet więc nie będę się opowiadała po żadnej ze stron.

Sama osobiście mam moje koty na suchej karmie firm Orijen i Taste of the Wild, dodatkowo czasem dla smaku dostają mokrą karmę lub mięso i przyznam, że zdrowie moich zwierzaków jest dowodem, że taki system karmienia też działa więc polecam;)

Mała edycja postu (22.06.2017): aktualnie nie polecam żadnych karm weterynaryjnych, bytowych i innych suchych. Po prostu już wiem, że sucha karma w żaden sposób nie odzwierciedla naturalnych potrzeb kota. Jedyną prawidłową opcją żywienia jest wysokiej jakości mięsna mokra karma lub dieta barf, na której są moje koty i o której piszę tutaj. Zostawiłam ten post w takiej formie i nie edytowałam go żebyście czytając wiedzieli, że każdy może się mylić i może szukać lepszych rozwiązań dla swoich podpiecznych;) 

Źródła:
vetopedia.pl
materiały COAPE
koty.pl
wikipedia.pl
konsultacja z weterynarzem http://www.weterynarz-miastko.pl/
doświadczenia własne i rodzinne ostatnich kilkunastu lat.

Read More

Share Tweet Pin It +1

2 Comments

In

Cziko

Cziko to kot bengalski. Kiedyś marzyłam o takim kocie... kiedyś, zanim jeszcze dotarło do mnie ile jest kotów nierasowych, niemodnych, powszechnie nieładnych szukających domu. I takie koty zwykle u nas mieszkają.
Jak więc pojawił się Cziko?
Opiekunka kota przyszła do schroniska prosząc o pomoc. Po rozmowie z nią zdecydowałam się spróbować. Cziko jest dziewięcioletnim kocurem z rodowodem i wszystkimi możliwymi papierami, umowami, badaniami itd. Niestety Cziko nie mógł zostać u swojej dotychczasowej opiekunki. Najpierw córka (pierwsza właścicielka) oddała go jako siedmioletniego kocura do swojej mamy gdy okazało się, że jej mąż ma alergię na kota. U drugiej opiekunki kot był po prostu nieszczęśliwy. Wychowany w bloku nie potrafił odnaleźć się w domu na wsi z wolno żyjącymi kotami na podwórku. Skończyło się tym, że Cziko znaczył cały dom i stawał się agresywny. Po rozmowie z opiekunką ustaliłyśmy, że najlepiej dla kota będzie znaleźć mu nowy dom. Dom bez podwórka, bez innych kotów (Cziko panicznie boi się kotów i jest wobec nich agresywny). Dom z człowiekiem, który wie, że bengale lubią i potrafią gadać godzinami;)
Cziko jest w domu tymczasowym u mojej koleżanki, od weekendu będzie już u mnie i wtedy obiecuję więcej lepszych zdjęć. W nowym domu nie ma z nim żadnych problemów; korzysta z kuwety i jest bardzo towarzyski.
Polecamy:)





Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

Nowi tymczasowicze

Do naszego domu trafiło dwóch nowych tymczasowych lokatorów.
Tym razem nie tylko kot, mamy też drugiego psa chociaż złośliwi twierdzą, że to pół psa.
Oba zwierzaki są pod opieką Schroniska dla zwierząt w Poznaniu, które zapewnia nam karmę, leki i stałą opiekę weterynaryjną. My zapewniamy tylko opiekę, pracę nad zachowaniem naszych podopiecznych i czas. Pewnie nie powinnam pisać "tylko" bo wbrew pozorom to jednak sporo pracy.

Rufik jest około czteroletnim psem, który został znaleziony w lesie umierający. Nie wiemy czy miał wypadek, czy może ktoś go pobił. Nie ma oka i ma uraz rdzenia kręgowego w dwóch miejscach. Byliśmy z nim na rezonansie we Wrocławiu i wiemy, że nie będzie chodził. Teraz cierpliwie czeka na wózek inwalidzki i pracuje nad swoimi emocjami u mnie w domu. Jest żywym, wesołym psem, dla którego człowiek stanowi centrum wszechświata. Nie wiem czy miałam kiedykolwiek w domu tak wpatrzone we mnie zwierzę;) Uczymy Rufika, że może czasem sam się sobą zająć co nie jest łatwe ale jesteśmy dobrej myśli.
Wydarzenie Rufika na fb tutaj

Marcela jest około pięcioletnią kotką, która w schronisku jest od maja zeszłego roku. Trafiła po wypadku komunikacyjnym. Początkowo miała problemy nie tylko z chodzeniem ale także z kontrolowaniem wypróżniania. Kotkę męczyły ciągłe biegunki przez co też nie nadawała się do adopcji. Ma podejrzenie padaczki pourazowej i dostaje leli. Czekamy na termin rezonansu we Wrocławiu byśmy byli pewni diagnozy. Zabrałam ją do domu bo w schronisku z nerwów miała ataki. Poza tym w klatce nie mogła trenować chodzenia a u mnie może. Jestem w niej po uszy zakochana. To cudowny, mądry, ciepły kot, który zasługuje na dom stały choćby zaraz.





Read More

Share Tweet Pin It +1

1 Comments

In

Sobota. Dzien kota.

Trzynastego lutego w sobotę obchodziliśmy w Schronisku dla Zwierząt w Poznaniu. Z tej okazji zorganizowaliśmy kilka mini wykładów i miałam przyjemność też pogadania o kotach co mogłabym robić zawsze i wszędzie;)
Okazało się, że trema mnie jednak w takich chwilach mocno łapie bo na co dzień więcej rozmawiam z kotami niż ludźmi i wystąpienie przed większą grupą osób jest dla mnie problemem. Na szczęście po pierwsze przyszli bardzo wyrozumiali słuchacze, po drugie obecne były na sali koty: mój ukochany Jacuś i ekipa suwakowa Jogin i spółka dzięki czemu dosyć szybko poradziłam sobie z nerwami;)
Chciałabym więcej takich dni. Dni kiedy odwiedzają nas osoby, które myślą o adopcji kota i chcą o nich wiedzieć jak najwięcej zanim podejmą taką decyzję.
Niedługo będę miała przyjemność opowiadać w schronisku po raz kolejny. Tym razem będziemy rozmawiać o tym jak przyjąć do domu kolejne zwierzę.
Mam nadzieję podołam;)
Dla tych, których nie było kilka zdjęć, za które dziękuję wolontariuszce Ani i Monice, która prowadzi bloga kot error.
Więcej o tym dniu tutaj







Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

Samo Sedno. Co jest kocie? - do czytania o kotach

Na początku tego postu chciałabym poinformować, że jest on pisany na prośbę Pani Moniki z wydawnictwa Edgard, która poprosiła mnie o ocenę książki "Co jest kocie. Wszystko co musisz wiedzieć, aby zrozumieć swojego kota". Tak się złożyło, że kiedy dostałam tę propozycję akurat zaczęłam ją czytać;)

Książka pojawiła na półkach w księgarniach 17 września ubiegłego roku.
Autorką jest Pani Małgorzata Biegańska-Hendryk kociarzom znana ze strony http://kocibehawioryzm.pl/

Przyznaję szczerze, że na naszym rynku jest sporo różnych kocich poradników ale niewiele napisanych przez polskich kociarzy. Miałam się wybrać na spotkanie z autorką w Poznaniu ale niestety w tym czasie mój syn się pochorował i pokomplikował mi plany. Książka trafiła w moje ręce z dużym opóźnieniem także z powodu zaczęcia nowej pracy i mniejszej ilości czasu.

Moja opinia o książce nie jest opłacana przez wydawnictwo i jest oceną obiektywną opartą na ponad piętnastu latach własnych obserwacji i życiu z kotami.
W zamian za ten post jednak otrzymałam dwie książki- jedną przekazałam wolontariuszom z Poznańskiego Schroniska dla zwierząt, drugą mam do oddania na moim profilu na fb tutaj czytelnikom mojego bloga.

A więc do rzeczy;)
Książkę przeczytałam w dwa dni co moim zdaniem już dobrze o niej świadczy. Tekst jest pisany w sposób prosty, łatwy i czytelny (chociaż w rozdziale o pochodzeniu kota odpuściłabym tyle nazw łacińskich, które moim zdaniem są zbędne dla przeciętnego opiekuna kota- mam nadzieję potencjalnego odbiorcy tej książki).

Książka jest przejrzyście podzielona na rozdziały. Każdy z rozdziałów porusza ważny temat i bardzo dobrze przechodzi się z jednego rozdziału do drugiego. Omawiamy tematy od opieki nad maluchami do śmierci naszego pupila. Po drodze poruszaane są chyba wszystkie ważne punkty, które pomogą nam zrozumieć swojego kota np:
-błędy wychowawcze, które popełniamy przy maluchu
-organizacja kociej przestrzeni i czasu
-koci język
-dokocenie
-kastracja
-opieka nad starszym lub niepełnosprawnym kotem.
Na koniec dwa ważne rozdziały mówiące o najczęstszych problemach behawioralnych kotów i o kocich problemach wywoływanych przez ludzi.
Moim zdaniem dzięki takiej chronologii tematów książka jest przystępna nawet dla kogoś kto niewiele wie o kotach ponieważ dzięki temu stopniowo jest wprowadzany w fascynujący koci świat.

Wadą tej książki według mnie jest słabo opisany rozdział poświęcony żywieniu kota. Z drugiej jednak strony gdyby autorka miała się na tym rozdziale solidnie skupić książka miałaby dodatkowe 50 stron i nie wiem czy dalej byłaby tak lekką i przystępną lekturą. Domyślam się, że Pani Małgorzata ma swoje koty na diecie BARF jednak wiele osób karmi koty tradycyjnie i niestety informacji o tym jak chociażby zmieniać i urozmaicać dietę starszego, sterylizowanego itd. kota nie ma. Jednak nie dyskwalifikowałabym tej książki z tego powodu. Na naszym rynku po prostu nadal nie ma dobrze napisanego obiektywnego poradnika żywienia kota. Albo są to poradniki sponsorowane przez określoną firmę produkującą karmy dla zwierząt albo są pisane przez zwolenników jednej metody i przez to tracą swój obiektywizm. Poza tym ta książka nie ma w tytule "jak żywić kota" więc nie czepiajmy się szczegółów;)
Dodatkowo nie zgadzam się z opisem życia w grupie kotów. Mam trochę inne zdanie i inne obserwacje ale ponieważ "tyle ile kociarzy tyle opinii" nie będę się tutaj kłócić;)

Absolutną zaletą tej książki jak dla mnie jest omówienie sterylizacji w sposób jasny, prosty i bezkompromisowy. Jeśli książka trafi w ręce myślącego opiekuna kota, który do tej pory nie wiedział, po której "stronie mocy" stanąć po tym rozdziale na pewno wysterylizuje swoje zwierzę.
Jeśli trafi w ręce idioty... cóż, idioty jeszcze nikt nie przekonał.
Dla mnie osobiście ten rozdział jest po prostu napisany tak jak powinien. Nic dodać nic ująć.
Poza tym bardzo podoba mi się omawianie problemów behawioralnych. Bez pisania gotowych poradników co robić gdy np kot załatwia się poza kuwetą.  W każdym omawianym przypadku opiekun dowiaduje się, że po pierwsze jego kot musi trafić do weterynarza, po drugie każdy potrzebuje indywidualnego podejścia. Chciałabym by kiedyś rzeczywiście tak było. Marzeniem moim jest by w końcu skończyły się rozmowy na forach gdzie grupa domorosłych weterynarzy i behawiorystów doradza kotu setki kilometrów od ich domu. Takie "leczenie" przypomina mi trochę wizytę telefoniczną u dentysty.
Cieszę się, że Pani Małgorzata nie jest w tej książce ekspertem od każdego kota i otwarcie pisze o tym, że my też nie możemy nim być.
Zwierzę, które nieprawidłowo się zachowuje zawsze najpierw musimy skonsultować z weterynarzem. Dziękuję za takie podejście.

Kolejne podziękowania już bardziej osobiste; za twardo postawioną opinię o kotach wychodzących. Zawsze gdy ktoś adoptuje ode mnie kota i pyta czy kot powinien wychodzić mówię, że sam będzie odpowiedzialny za wszystko co spotkało kota na zewnątrz. Dlaczego? Bo go wypuścił. Tu nie ma miejsca na winę sąsiada, kierowcy co za szybko jechał, psa za płotem itd.
I piszę to jako opiekunka kota, który kiedyś zaczął wychodzić i o którego codziennie się boję. Nie życzę takiego strachu nikomu. Mój kot niestety nie potrafi i nie chce już mieszkać tylko w domu i bardzo żałuję, że parę lat temu na to pozwoliłam.
Cieszę się, że ktoś mówi o tym otwarcie nie bojąc się krytyki.

W ramach podsumowania. Z książki nie dowiedziałam się niczego nowego co wywróciłoby moje życie z kotami do góry nogami. Jednak gdy spojrzałam na źródła nie mogę się temu dziwić bo w ramach rocznego kursu dla behawiorystów, który kiedyś robiłam większość tych pozycji musiałam przeczytać. Do innych zaglądałam z ciekawości.
Czy to wada tej książki? Absolutnie nie. Zdaję sobie sprawę, że książka nie była pisana dla mnie. Chociaż sama z chęcią odświeżyłam sobie sporo informacji i spojrzałam na "koci świat" świeżym okiem.

Sama osobiście będę tę książkę polecać wszystkim którzy adoptują kota i tym, którzy go mają, a dla których jest on tylko "mniej skomplikowaną wersją psa" bo nie wymaga wyprowadzania i nie żąda takiej uwagi i czasu od opiekuna.
Dla mnie książka ta mogłaby stać na półkach w schroniskach do kupienia dla tych, którzy własnie zdecydowali się pokochać kota.
W schronisku, w którym pracuję poszła już do wolontariuszy i cieszy się dobrą opinią.

Dla uśmiechu na koniec zdjęcie mojej największej przeszkadzajki w czytaniu;)





Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

Obsługiwane przez usługę Blogger.