Pracując w schronisku i prowadząc koci dom tymczasowy często dostaje zdjęcia moich byłych podopiecznych w nowych domach. Często te zdjęcia są pełne ciepła i miłości i uwielbiam je dostawać. Niestety wciąż na wielu kot ma obróżkę i dzwonek.
I teraz pytanie po co kotu obróżka? Po co kotu dzwonek?
O ile obróżkę jeszcze jestem w stanie zrozumieć bo można na niej zawiesić adresówkę o tyle dzwonków nie rozumiem i nie popieram wcale.
Zacznijmy od obróżki. Kiedyś mój znajomy wytłumaczył mi, że jego kot ma obróżkę z adresówką bo notorycznie ucieka na klatkę schodową mimo jego pilnowań i starań. Dzięki adresówce szybko wracał do domu. W tym wypadku rozumiem.
Moje koty mają chip i jeśli uciekną wiem, że jak tylko trafią do schroniska czy lecznicy będę o tym poinformowana. Moje koty nie wychodzą i nie uciekają więc zakładanie im obróżki dla mnie jest narażaniem ich na niebezpieczeństwo; pod moją nieobecność mogą się na tej obróżce powiesić, zaczepić, w skrajnych wypadkach udusić. Może jestem przewrażliwiona ale z kotem jak z dzieckiem nie należy ufać, że pod naszą nieobecność nie wpadnie mu do głowy dziwny pomysł dlatego zawsze ograniczam zagrożenia do minimum. Poza tym obróżka dla wielu kotów to stres, koty nie lubią mieć czymkolwiek ograniczanych ruchów i wiele kotów taką obróżkę traktuje jak coś bardzo przeszkadzającego. Tak wiem, że są obroże, które się same rozpinają, bezpieczne itd. Ale jeśli traktuję kota trochę jak moje dziecko nigdy nie ufam takim sprzętom bezgranicznie więc nie używam;)
A teraz dzwonek...
Dla mnie osobiście koszmar. Podobno dzwonek zakłada się kotu żeby uchronić przed nim ptaki. Po pierwsze: kot wychodzący jest dla ptaków zawsze zagrożeniem czy z dzwonkiem czy bez i jest niezgodny z naszym ekosystemem. Mówiąc wprost wychodząc i polując może i naszym zdaniem jest szczęśliwy ale przede wszystkim jest szkodnikiem. Pomijamy koty wolno żyjące. Nasz domowy kot wychodzi i zabija dla zabawy a ponieważ jest sprawny i najedzony ma siłę by zabić bardzo dużo. Darujmy sobie dzwonki po prostu nie wypuszczajmy. Miałam jako nastolatka kota, który nawet z dzwonkiem przynosił jaszczurki i wróble na kilogramy. Wtedy myślałam, że tak ma być. Zamiast polowań na zewnątrz zorganizujmy mu zabawy łowieckie w domu: za sznurkiem, za piórkiem, za myszką. Dajmy smakołyk. Kot będzie szczęśliwy a my dodatkowo pogłębimy więź z naszym przyjacielem.
Co dzwonek robi z naszym kotem?
Wyobraźmy sobie, że mamy naprawdę dużo lepszy słuch. Dodatkowo z racji tego, że w łańcuchu pokarmowym poza tym, że jesteśmy drapieżnikiem jesteśmy też ofiarą. Nasłuchujemy nie tylko szmeru trawy informującego nas o zbliżającym się obiedzie ale także nasłuchujemy wszelkich niebezpieczeństw. I może mieszkamy już w ciepłym i wygodnym domu, dostajemy regularnie jeść a pies sąsiadów jest pod kontrolą to natury zmienić nie możemy.
W tym momencie ktoś zawiesza nam dzwonek, który przy każdym naszym ruchu hałasuje. Tak, kot słyszy lepiej więc dla niego to większy hałas niż dla nas. Poza tym, serio ktoś uważa ten dźwięk za miły dla ucha?;) I teraz chodzimy z takim dzwonkiem dzień, tydzień, miesiąc, rok, całe życie.
Można się przyzwyczaić? Pewnie, że można. Do wszystkiego można się przyzwyczaić pytanie po co.
Po pierwsze: kot traci słuch od dzwonka. Tak jest i nikt nie udowodni, że jest inaczej. Ja też mam ubytek słuchu po pracy w niedużym hałasie więc rozumiem kota w tym wypadku doskonale.
Po drugie: dzwonek to same problemy behawioralne. Chciałoby się być cicho, skradamy się i tu nagle bęc. Kot z natury lubi być cicho. Nie mówię tutaj o zabawach gdzie tupot stóp przestaje być istotny czy o rozmowach z opiekunami ale o codziennym życiu. Kot nie chce dzwonić idąc do swojego legowiska (czy wszyscy muszą wiedzieć gdzie i kiedy idę spać?), nie chce dzwonić gdy myje sobie zadek czy idzie do toalety (zostawię bez komentarza;)) czy w końcu nie chce dzwonić skradając się do wędki czy zabawkowej myszki - on w takiej chwili naprawdę poluje i chce być cichutko. Dajmy mu ten luksus. Niech informuje gdzie jest i co robi gdy ma na to ochotę.
Dwa lata temu wróciła do nas po 10 latach z adopcji Fruzia. Kotka uznana przez wszystkich za dziwaczkę. Podobno miała humory, nie lubiła innych kotów, nie lubiła za bardzo ludzi, potrafiła "mieć fochy" bez powodów i podrapać czy ugryź. Oddawałyśmy do adopcji żywego, wesołego kota a dostałyśmy po 10 latach strzępek nerwów. Na pewno popełniłyśmy błąd nie kontrolując tego domu ale z drugiej strony nie wszystko i nie każdego da się skontrolować. Pierwszego dnia mama od razu zdjęła jej obrożę z dzwonkiem. Szyja była w tym miejscu łysa, nigdy jej te włosy nie odrosły. I co się stało? Kot zaczął zachowywać się swobodnie, nawet polubiła inne koty i lubiła siedzieć u nas na kolanach. Nigdy nikogo nie podrapała i nie pogryzła. Jej ulubionym zajęciem było przybieganie z głośnym miauczeniem do nas rano do łazienki, oglądała jak tata się goli, jak ja myję zęby, myła się przy łazienkowym kranie. Nasz dziwak w ciągu kilku dni od zdjęcia dzwonka zmienił się w cudownego kociego lokatora, którego obecnością cieszyłyśmy się jeszcze przez ponad rok. Śmiałyśmy się, że w końcu może się wyspać. Bo jak spać gdy przy każdym ruchu coś dzwoni przy uszach?
Odeszła leżąc na mamy kolanach.
Jak patrzę na dzwoneczki na kocich szyjach widzę Fruzię i jej ten wpis dedykuje.
Na zdjęciu ostatnie jej dni na moich kolanach. Wiem, że ten czas, który spędziła u nas był dobrym czasem pełnym mimo wszystko spokoju i co najważniejsze ciszy.
Mamy dzwonek i co dalej: po pierwsze zdejmujemy. Po drugie bierzemy np puste opakowanie po kinder niespodziance i wkładamy dzwonek : świetna piłka dla kota;) albo doczepiamy sznurek, kilka piórek i mamy super wędkę. Dzwonek daje tak dużo wspaniałych dla kota możliwości, że nie musimy wieszać go na szyi.



